Projektowanie aplikacji mobilnych i ich personalizowanie

Czwartkowe poranne słońce wpadało do kuchni gdzieś pomiędzy gorący kubek z kawą, a wspomnienie ciepłego łóżka. Stefan flegmatycznie przeżuwał kęs jajecznicy z głową zawieszoną nad tabletem. Czuł się jak leniwiec wiszący na drzewie, któremu wszystko zwisa. Tyle tylko, że on był jedynym na świecie niewyspanym leniwcem. Powoli przesuwał palec po ekranie. Zajrzał do aplikacji Flipboard, w której czekały na niego nowiny ze wszystkich źródeł, które zwykle go interesowały, w tym z mediów społecznościowych. Okazało się, że jedynie w jego kuchni wszystko ciągnęło się jak przeżuta guma do żucia, podczas gdy świat przez całą noc zdążył nadmuchać już spory balon wydarzeń, który w każdej chwili mógł pęknąć na niego z ekranu. Między ziewnięciem, a łykiem kawy przełączył się do innej aplikacji – Quartz. Na ekranie pojawił się komunikator – Stefana powitał jego prywatny wirtualny dostawca treści – słowem: bot – który niczym stary, poczciwy Spinacz z microsoftowego Worda, przyjaźnie zagadał i na “dzień dobry” rzucił kilka wybranych zajawek wiadomości, przeplatanych ciekawostkami ze świata oraz memami. Stefan lubił tego gościa. Nawet mimo tego, że nie istniał – prawie jak jakiś wymyślony przyjaciel z dzieciństwa. Stefan przeczytał kilka newsów, aż dotarł do informacji o tym, że bieganie jest coraz bardziej popularne i – jako, że sam zamierzał zacząć – poprosił swojego “kolegę” o napisanie czegoś więcej na ten temat, zanim wyszedł do pracy.

App Store polecił Stefanowi Quartza na podstawie jego upodobań i wcześniej pobranych aplikacji, np. Flipboarda. Tak jak ponad połowa użytkowników, tak i Stefan również był zadowolony z personalizacji “jabłkowego sklepu”, bo dzięki temu mógł liczyć na bardziej trafne rekomendacje kolejnych aplikacji. Dla sklepów mobilnych pełna personalizacja oferty i reklam oznaczała natomiast 10-krotnie wyższą konwersję, więc wszyscy byli zadowoleni.

Smartfon - pilot do wszystkiego

Stefan przyszedł do biura. Przypomniało mu się, że obiecał żonie przesłać swoją część pieniędzy na wspólny prezent imieninowy dla jej mamy. Nie chciało mu się szukać numeru konta żony, więc dzięki mobilnej aplikacji banku ING przesłał jej pieniądze używając jedynie jej numeru telefonu. Maksymalna kwota 200 zł w zupełności wystarczyła – a nawet miał wrażenie, że w tej sytuacji była przesadą. Przy okazji, z myślą o lekkim przeziębieniu swojej “Mysi-Pysi” podgrzał nieco temperaturę w ich mieszkaniu – wszedł w aplikację Nest od Google i przez smartfona podkręcił termostat. W taki sposób Google nie tyle wychodził ze świata online do offline, co postanowił coraz bardziej je łączyć, dlatego 3,2 mld dolarów później przejął firmę Nest Labs i, niczym nowy sąsiad w okolicy, który chce się przedstawić i wkupić w otoczenie, zapukał do naszych domów – smart domów, żeby podgrzać atmosferę.

 

Po pracy Stefan wybrał się na szybkie zakupy do Piotra i Pawła, ale tam nie dotarł – w drodze do swojego samochodu stojącego na parkingu napotkał na przystanku citylight delikatesów z różnymi kategoriami produktów, które zaczepiły go niespodziewanie niczym wilk Czerwonego Kapturka idącego z koszykiem do babci – skanując swoim smartfonem kod QR każdej z nich przenosił się do konkretnych artykułów. Zapełnił swój wirtualny koszyk jakoś między tramwajem nr 3 i autobusem linii 149, po czym pojechał do domu, żeby otworzyć drzwi swoim zakupom, które miały niedługo przyjechać. Wszystko dzięki mobilnej aplikacji RockPay, na której swój projekt oparł Piotr i Paweł, wzorując się jednocześnie na brytyjskim Tesco Homeplus.

Run Stefan, run

Wieczór. Stefan w ciągu dnia zazwyczaj nie miał zbyt wiele ruchu – w pracy spacerował na trasie biurko – ekspres do kawy, potem wsiadał do samochodu, robił szybkie zakupy popijane colą, aż w końcu razem z tabletem, zatapiał się w wygodnym fotelu przed telewizorem w salonie. I choć na sporadycznym basenie wciąż bardzo daleko mu było do kategorii słoni morskich, to już zwykłe wejście na pierwsze piętro było jego prywatnym Mount Everestem, a dawny “kaloryfer” na brzuchu zmieniał się powoli w mały bojler. Dlatego dziś wieczorem postanowił wziąć się za siebie, motywowany lamentowaniem swojej żony i niedawną opinią lekarza na temat jego niezdrowego stylu życia – że siedzi, że tłuszcz, że cukier. Ubrał się więc w wygodny dres i wybrał się do parku pobiegać. Zanim rozpędził się jak rakieta, odpalił aplikację Endomondo, wybrał swój rodzaj treningu i zauważył, że jego sąsiad przebiegł ostatnio 10 km, czym nie omieszkał pochwalić się na wspólnej tablicy – szpaner – pomyślał Stefan, ale zgodnie z “zaleceniami” Enodomondo postanowił “uwolnić swoje endorfiny”. I był zachwycony, że przedłużenie jego prawej ręki – smartfon, stał się trenerem personalnym w formacie kieszonkowym.

 

No właśnie, aplikacje mobilne mają dostęp do naszych prywatnych danych, mogą czytać je jak w otwartej książce, ale dzięki temu uczą się nas i dostosowują do naszych upodobań, jak buty, które z każdym krokiem robią się coraz bardziej dopasowane i wygodniejsze. Spersonalizowane aplikacje sprawiają, że smartfon staje się naszą prawą ręką, łącząc świat online i offline, a ich autorom przynoszą równie spersonalizowane uwielbienie.

Polecane artykuły

`